![]() |
| Fot. Temawa Zdj. Natalia Jurczak |
Natalia Jurczak to moja serdeczna przyjaciółka z Ukrainy. Poznałyśmy się na WSIiZ w Rzeszowie. Gdy pierwszy raz ją zobaczyłam, wchodziła wtedy do sali gdzie miałyśmy zajęcia i od razu zwróciłam na nią uwagę. Usiadła blisko mnie. Nie pamiętam, która pierwsza z nas zaczęła rozmowę, ale jakoś tak się stało, że już w pierwszy dzień zaczęłyśmy wszędzie chodzić razem.
Ukrainka?
Pierwsza rzecz na którą zwróciłam uwagę to był jej bardzo łady kolor szminki, ułożenie włosów, ale przede wszystkim bijąca z niej otwartość i optymistyczne nastawienie, była uśmiechnięta praktycznie przez cały czas. Jeszcze jej język polski, trudno było zgadnąć że jest Ukrainką, wiele osób wogóle tego się nie domyślało. Język polski opanowała bardzo dobrze i szybko, mówiła jednak bardzo charakterystycznie i to było bardzo miłe dla mojego ucha (czyżby również w ten sposób objawiał się mój sentyment do Ukrainy?).
Pierwsza rzecz na którą zwróciłam uwagę to był jej bardzo łady kolor szminki, ułożenie włosów, ale przede wszystkim bijąca z niej otwartość i optymistyczne nastawienie, była uśmiechnięta praktycznie przez cały czas. Jeszcze jej język polski, trudno było zgadnąć że jest Ukrainką, wiele osób wogóle tego się nie domyślało. Język polski opanowała bardzo dobrze i szybko, mówiła jednak bardzo charakterystycznie i to było bardzo miłe dla mojego ucha (czyżby również w ten sposób objawiał się mój sentyment do Ukrainy?).
![]() |
| Zdj. Natalia Jurczak i Temawa black and white |
Najbardziej mi się podobało, gdy któryś ze studentów prosił ją o udostępnienie notatek, od razu gdy je widział, dziękował za dobre chęci i oświadczał, że poprosi jednak kogoś innego. Notowała wszystko i nawet w polskim języku, ale... cyrylicą!
Nasza przyjaźń rozpoczęła się chyba od "pierwszego spojrzenia" i tak trwa do dzisiaj, chociaż różnimy się nie tak mało. Natalia jest osobą bardzo optymistyczną, wierzy w swoje siły, jak i w to, że dobry los jej sprzyja. Nie poddaje się i walczy, a z życia ciśnie jak z cytryny ile się da... a ja się od niej uczę :)
Maślanka i żaba
Podczas jednego ze zjazdów, po kolokwium z ekonometrii, którego szczegółów przedstawiać nie będę, gdy wyszłyśmy już z sali opowiedziała mi pewną historię: Były sobie dwie żaby. Wpadły do maślanki. Pierwsza z nich niestety nie umiała pływać i... szybko utonęła, ale druga, która również pływać nie umiała, zaczęła machać swoimi małymi łapkami, i machała, machała z całej siły, ile jej tylko miała. Żaba machała swoimi łapkami i machała, i zdarzyło się tak, że ubiła masło... - przeżyła. Morał tego opowiadania jest taki, że trzeba być tą drugą żabą, która walczy do końca i nie zgadza się na śmierć, nie zgadza się na klęskę, utonięcie w maślance lub na to, żeby nie zaliczyć kolokwium. Takie nastawienie pomogło jej ukończyć studia, nie zrezygnować, dojeżdżać co 2 tygodnie do polski na zjazdy w weekendy. Czy śnieg, czy deszcz, stanie na granicy, ale ona w 99,99% na zajęciach zawsze była. Szukasz kogoś z mocnym charakterem i silną wolą? Kogoś kto uczy się szybko i chętnie? Kogoś kto nie obawia się wyzwań, trudnych decyzji, kogoś kto... no właśnie, przedstawiłam Ci... Natalię! Poznałam ją na studiach, ale poznałam ją również prywatnie, będąc u niej w Ukrainie.
Podczas jednego ze zjazdów, po kolokwium z ekonometrii, którego szczegółów przedstawiać nie będę, gdy wyszłyśmy już z sali opowiedziała mi pewną historię: Były sobie dwie żaby. Wpadły do maślanki. Pierwsza z nich niestety nie umiała pływać i... szybko utonęła, ale druga, która również pływać nie umiała, zaczęła machać swoimi małymi łapkami, i machała, machała z całej siły, ile jej tylko miała. Żaba machała swoimi łapkami i machała, i zdarzyło się tak, że ubiła masło... - przeżyła. Morał tego opowiadania jest taki, że trzeba być tą drugą żabą, która walczy do końca i nie zgadza się na śmierć, nie zgadza się na klęskę, utonięcie w maślance lub na to, żeby nie zaliczyć kolokwium. Takie nastawienie pomogło jej ukończyć studia, nie zrezygnować, dojeżdżać co 2 tygodnie do polski na zjazdy w weekendy. Czy śnieg, czy deszcz, stanie na granicy, ale ona w 99,99% na zajęciach zawsze była. Szukasz kogoś z mocnym charakterem i silną wolą? Kogoś kto uczy się szybko i chętnie? Kogoś kto nie obawia się wyzwań, trudnych decyzji, kogoś kto... no właśnie, przedstawiłam Ci... Natalię! Poznałam ją na studiach, ale poznałam ją również prywatnie, będąc u niej w Ukrainie.
Poznaj Ukrainę z Natalią
![]() |
| Замок Паланок - Zamok Pałanok |
Nigdy nie zapomnę wycieczki do Mukaczewa, do Zamku Palanka, zwanego po ukraińsku Замок Паланок - Zamok Pałanok. Brali w niej udział Ukraińcy, Rosjanie i Polacy. Wycieczkowicze prześpiewali pół drogi, a śpiewał każdy z nich, w każdym języku, a na końcu wszyscy mieli chrypkę. Wycieczkę tą pamiętam również z innego powodu. Byliśmy wtedy na gorących źródłach, nie mogłam oprzeć się, aby wejść do wody, wiał wtedy również wiatr, załatwiłam się na cacy, wróciłam choruśka, ale szczęśliwa.
![]() |
| Zdj. Natalia z wycieczką w Poczajewie |
![]() |
| Zdj. Natalia i Temawa w Poczajewie |
Lwów? oczywiście z Natalią
Natalia posiada także uprawnienia przewodnika po Lwowie. Jednak o moim poznawaniu Lwowa opowiem od początku. Pierwszy raz do Lwowa pojechałam wraz z wycieczką z mojej pracy, przy okazji szkolenia, był to rok, hmm... nie pamiętam już który, nie wiem nawet gdzie mam szukać zdjęć, wtedy jeszcze analogowych.
|
|
Zdj. Kasia, Natialia, Temawa i Lvov nasz!
|
Pamiętam, jednak tylko ogólne wrażenie z tej wycieczki. Już na granicy przewodnik "nabijał" się z Ukraińców "mrówek" i pamiętam, że było to niesmaczne. Przewodnik tak jak ja był narodowości polskiej i jechał z nami do Ukrainy z Rzeszowa. Po drodze opowiadał kawały nabijające się z Ukraińców. Nie ukrywam, że z Natalią również, nie raz, opowiadałyśmy humoreski na temat naszych narodów, gdyż każdy ma swoje przywary, ale te żarty w wykonaniu przewodnika były... niesmaczne.
Potem czekało nas zwiedzanie już we Lwowie, to co pamiętam to... pogoń, ledwie mogłam nadążyć za wycieczką, a w komentarzach przewodnika słychać było nieobiektywne "żale" i jak gdyby "niechęć" do Ukrainy, swego rodzaju "wywyższanie się"? Nie podobało mi się to, z wycieczki wróciłam zawiedziona.
Po pewnym czasie wyjechałam na Ukrainę z Natalią, nie będę tutaj opisywać przygód związanych z prawie nocnym przekraczaniem granicy, rozmową z taksówkarzem i o kilku innych sytuacjach, ale skupię się na zwiedzaniu Lwowa.
Z Natalią poznałam Lwów od tej ciekawszej, weselszej, a nawet tajemniczej strony. Poznałam anegdoty dotyczące rzeźbień na kamienicy, zwiedziłam dawne lochy i muzeum aptekarstwa. Zwiedziłam również skansen, na którego zwiedzenie potrzeba przynajmniej jednego dnia, a i to jeszcze mało - jest przepiękny, więc jeśli ktoś kocha skanseny... polecam. Z Natalią skosztowałam też regionalnych potraw i od Natalii usłyszałam o historii ludów sprzed wieków, o ukraińskich zwyczajach.
Natalia, co ważne, nie skupiała się na martyrologii polskiej czy ukraińskiej, choć nie chcę aby ktoś pomyślał, że je bagatelizowała, bo tak nie było. I ja też uważam się za patriotkę, ale... o wspólnej historii należy mówić tak, i podkreślać te rzeczy i zdarzenia, które zbliżają oba narody. Należy mówić i zachowywać się tak, aby wzajemnie ludzie obu narodowości nabierali do siebie sympatii, aby nie wracali tak pamiętliwie i mściwie do wspomnień z trudnej dla obydwóch narodów przeszłości.
Wierzę, że teraz są nowe czasy, inni ludzie i teraz my budujemy historię. W polsko-ukraińskiej wspólnej historii jedni ginęli i drudzy też, jedni walczyli i drudzy też. W moim przekonaniu teraz nie ma takiego sprawiedliwego, który wyda jedynie sprawiedliwy wyrok, sądy należy pozostawić Bogu. W tym temacie, każdy, nawet najbardziej sprawiedliwy wyrok kogoś skrzywdzi. Żyliśmy obok siebie od zawsze, a nasze narody są zbyt mocno rodzinnie ze sobą "zmieszane", na dodatek, jako narody jesteśmy zbyt butni i dumni i te cechy niekoniecznie prowadzą do pokoju, a on jest nam potrzebny.
Tak, w mojej krwi też jest krew ukraińska, choć zdecydowanie więcej jest tej polskiej. Dlatego też czuję się Polką, ale z wielkim sentymentem do Ukrainy. Teraz musimy tak żyć i pracować nad wspólnymi stosunkami, żeby ta trudna historia nigdy się nie powtórzyła.
Ech no to się rozpisałam. Wracając jednak do Natalii, jako do przewodnika po Lwowie... ona jest dla mnie wzorem. Zarówno do Ukraińców jak i do Polaków mówi tak, jak każdy przewodnik powinien mówić. Jej słowa jednoczą, a nie różnią i to mi się bardzo podoba. Jej oprowadzanie po Lwowie sprawia, że można go pokochać.
Zapraszam do zwiedzenia Lwowa i Ukrainy z Natalią!






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz