Pokazywanie postów oznaczonych etykietą województwo podkarpackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą województwo podkarpackie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, listopada 03, 2013

Czarownica budząca się - /Magura Małastowska/ - start

Pracoholizm i ja

W szponach jestem
i wyrwać się muszę,
chcę i pragnę,
i dokonam tego
uwolnię czarownicę
drzemiącą we mnie
drzemiącą?

czwartek, czerwca 23, 2011

Karpacka Troja w Trzcinicy – wielkie otwarcie!

Zapowiada się fajnie i być może tam będę :)




To największe turystyczne wydarzenie dekady na Pogórzu Karpackim! W dniach 24-26 czerwca 2011 r., nastąpi otwarcie Karpackiej Troi – Skansenu Archeologicznego położonego w Trzcinicy, który od dawna wzbudza zainteresowanie turystów w całej Polsce. Program imprezy gwarantuje, że turyści, którzy w tych dniach odwiedzą skansen spędzą w nim niezapomniane chwile. [czytaj więcej]

poniedziałek, lutego 07, 2011

Stok w deszczu i magurskie klimaty

Gdy w niedzielę rano wstałam, okazało się, że za oknem zupełnie inny las. Nie ten biały, cały w długich, gęstych igłach szronu, lecz dookoła gołe gałęzie drzew i płaczące od topniejącego śniegu iglaki. Na stoku warunki były dobre, chociaż śnieg trochę się lepił i hamował nasze narty. Koło południa zaczął padać deszcz. Gdy ciuchy zaczęły już przemakać, postanowiliśmy wrócić do schroniska. Zenon spał na “sofie”, więc mogłam się od razu do niego przytulić i wsłuchać w jego kocie mruczenie.

Zdj. Piotr Warecki
Na zdjęciu Zenon i Temawa

sobota, lutego 05, 2011

Weekendowe ferie na Magurze Małastowskiej

Ferie z Piotrem, tym razem znowu razem i tym razem na Magurze Małastowskiej. Zatrzymaliśmy się w Schronisku PTTK, klimaty takie jak lubię, widoki ... ach te widoki, drzewa w szronie, pełno śniegu, narty na buty, jazda w dół ...
Samochód zostawiliśmy "za szlabanem" i ruszyliśmy z tobołkami do schroniska, poprzez komunikację "windową" zameldowaliśmy się, że jesteśmy, a przy szykowaniu sprzętu przed wyjściem na stok, mamy przyjemność poznać osobistość we własnej osobie kota Zenona, wielki jak pies, mruczy eh jak głośno, szalenie piękne kocisko, rasa czysto Magurska :)
Fot. Temawa
Na zdjęciu Zenon

piątek, listopada 19, 2010

Naturalna łąka i inwazja turkucia podjadka

No tak i znowu zaciekawił mnie w internecie jeden człowiek, właściwie dwóch, ale napiszę o jednym. Jest to mianowicie Łukasz Łuczaj. Powiedział mi o nim Andrzej na goldenline.pl słowami, które pozwolę sobie zacytować "warsztaty kuchni leśnej u Łukasza Łuczaja"...  no słuchajcie... "kuchni" ba "leśnej", a wcześniej jeszcze dodał, że na Podkarpaciu... i jak mogłam nie zerknąć?... zerknęłam do wujka google i... znalazłam, zaczytałam się. Zaczytałam i rozmarzyłam, że chodzę po kwiecistej, szalenie naturalnej łące i łapię te koniki polne, których potem i tak do ust wziąć nie mogę (więc puszczam je dalej wolno). Jednak nie tylko koniki polne są jadalne, lecz również karaluchy, chrabąszcze majowe czy turkucie podjadki smakujące jak kurczak - obym nie żyła nigdy w czasach głodu. Nie żebym miała coś przeciwko naturze i oryginalności, bo jestem jak najbardziej za, ale tych stworzonek wolę nie jeść, tych i innych pozostałych (a one założę się, pewnie myślą podobnie jak ja). Podczas, gdy słucham audycji TVN-u "Uwaga" o Łukaszu i jego warsztatach, śmieję się cały czas. Łukasz i uczestnicy jego warsztatów, mówią o mrówkach, które można używać zamiast kwasku, oraz o konikach polnych, których można "200 na godzinę złapać"... postanowiłam, że jadę na warsztaty, pozostała kwestia terminu.

wtorek, lutego 05, 2008

Solina, Solina ... a na Solinie kurs żaglówką bez sternika

Za namową Igora rozszerzam moje opowiadanie z wyjazdu nad Solinę :)

"(...) o mało nie utopiłam mojego bratańca, gdy okazało się że wypuścili nas na pełne jezioro żaglówką .... ale bez sternika! a wiało tak silnie, że wypożyczalnie za wyjątkiem rowerków "czwórek" nie wypożyczały żadnego innego sprzętu ze względu na wiatr i fale(...)"



:) nasz wyjazd był wyjątkowo skąpy w słońce, było tak chłodno i wietrzno, że tylko pół godzinki w przeciągu kilku dni mogliśmy popływać w pław. Chcąc urozmaicić ten nasz wyjazd i zapewnić sobie rozrywki bardziej zajmujące niż spacer po plaży oraz "gnanie" samochodem po serpentynach dookoła Soliny :) wybraliśmy żaglówkę.

O umówionej godzinie zjawiliśmy się na pomoście, wsiedliśmy do wskazanej żaglówki, w której było już jedno małżeństwo, :) ... po chwili, gdy byliśmy już na pokładzie, żaglówkę odwiązano i puszczono na wodę :( Zaczęliśmy głośno informować, że nie ma wśród nas jeszcze sternika, ale nikt nas nie słuchał.



Na szczęście kobieta, która z nami popłynęła, miała kiedyś do czynienia z żeglowaniem, więc jakoś udało się jej nawrócić do pomostu, ale sternik i tak się nie zjawił, natomiast dosadzono do nas jeszcze jedną parę i ... znowu o zgrozo puszczono na wodę.

Wiatr jak dla mnie był dosyć silny, przy każdym zawracaniu, przechylało nas tak, że dotykałam tafli wody.
Wypłynęła za nami motorówka, wypytywali czy mamy licencję i jakim prawem płyniemy bez sternika :( trudno im było zrozumieć, że tak nas po prostu puszczono mimo naszej woli. Człowiek z motorówki przeskoczył do nas, co prawda był ... hmm jak to się mówi wylał "trochę za kołnierz" ;) ale :D ucieszyłam się, lepszy "podchmielony" sternik niż żaden ;)

Trochę pływaliśmy, dla mnie to jednak trwało wieczność, Piotrek sprawiał wrażenie jak gdyby się nie bał, ale ja podobno byłam blada :(



Wiatr był jednak tak silny, że postanowiliśmy szybciej wrócić na brzeg ... heh ... nie ukrywam, że ku mojej uciesze.
Gdy byliśmy już na brzegu, nogi pode mną się trzęsły, nie mogłam od razu wsiąść do samochodu jako (zresztą jedyny) kierowca. Piotrek natomiast 100 razy wypowiedział znamienne słowa, których nigdy nie zapomnę "ja pierniczę, ja pierniczę, ja pierniczę" ... więcej już na tym wyjeździe nie wypożyczaliśmy żadnego sprzętu pływającego ;)

... przygoda była niezapomniana :D jednak na drugi raz najpierw się upewnię, czy popłynie z nami sternik ;)

poniedziałek, sierpnia 21, 2006

Solina, Solina a po Solinie ... cała masa przeżyć :D ...


po 1 o mało nie utopiłam mojego bratańca, gdy okazało się że wypuścili nas na pełne jezioro żaglówką .... ale bez sternika! a wiało tak silnie, że wypożyczalnie za wyjątkiem rowerków "czwórek" nie wypożyczały żadnego innego sprzętu ze względu na wiatr i fale

po 2 dostałam .... pierwszy mandat! i to z jakiego głupiego powodu, jednak niepodważalnie była to moja wina i z pełną skruchą biję się w piersi. A było to tak ...
... gdy wracaliśmy już do domu trasą Lesko - Sanok - i inne miejscowości - minęłam Lesko następnie był Sanok i nie zaglądając na mapę miałam wybrać dalszą trasę (PS. Tutaj wstawka - w Polsce mamy co najmniej dwa Krościenka jedno bardziej znane to na granicy z Ukrainą i to drugie mniejsze i mniej znane koło Krosna!) ... no i wybrałam ... (zapominając o tym pierwszym Krościenku) drogę na Krościenko! ... po czym jadąc na "pewniaka" nagle ... czytam drogowskaz! "GMINA LESKO WITA" i tu moje zszokowanie i zdumienie i ... okazało się, że Tereska zrobiła przez to swoje przyćmienie! ... dokładnie 360 stopni i wróciła do kierunku nad Solinę! Myślę, że ta blondynka z kawałów by tego nie wymyśliła.

Gdy już wróciłam na dobry kierunek marzyłam jedynie o tym żeby zatrzymać się na stacji paliw i ... pójść do ... toalety, a było to na tyle pilne, że musiałam zatrzymać się przez Sanokiem! Jadąc nad Solinę zatrzymywałam się na takiej jednej stacji, która bardzo pasowała mi odległością, więc jak tylko do niej dojechałam ... zrobiłam skręt w lewo ... tylko, że ... przez "podwójną ciągłą"! w sekundzie usłyszałam policyjny alarm i zobaczyłam parkujący obok mnie biały cywilny samochód z policjantem!

Zapytał tylko czy wiem za co - no i co tu zgrywać idiotkę ... wiedziałam!



Przeprosiłam, że MUSZĘ DO ... a on w tym czasie wypisał mandat na 200 zł i 5 pkt ... a oprócz mnie jeszcze jednemu gościowi, który zrobił dokładnie to samo co i ja więc przynajmniej nie byłam osamotniona, choć i tak za wiele mnie to nie pociesza.

Tak też wyglądał mój wyjazd nad Solinę, dwie konkretne przygody, ale poza tym było świetnie choć mało słońca ... można by opowiadać !


wtorek, czerwca 06, 2006

KOLBUSZOWA ... X Prezentacje Twórczości Ludowej 2006



5 czerwca, a za mną niedziela spędzona w Skansenie w Kolbuszowej, byłam tam pierwszy raz, ale w porównaniu z tym co słyszałam wcześniej ... nie zawiodłam się.

Dzień pomimo, że deszczowy udał się znakomicie. Zgodnie z moim "zamówieniem" padało jedynie w drodze, natomiast na miejscu w skansenie, co prawda trawnik najczęściej przypominał b.nasyconą gąbkę, ale na głowy nam nie padało. Najbardziej zadowoleni turyści mieli na nogach kalosze, w przypadku dzieci jak zaobserwowałam, było to obuwie obowiązkowe.


Pierwszym obiektem, na który zwróciliśmy z Piotrkiem uwagę był młyn (z działającym kołem młyńskim), który w połączeniu z otaczającą go wodą tworzył bardzo malowniczy i nastrojowy obraz.

Potem były inne chałupy, kryte strzechą, a na ich zewnętrznych ścianach pozawieszane były sanie.

Przy każdej z chałup były kobiety i mężczyźni poprzebierani w ludowe stroje Rzeszowiaków i Lasowiaków. Przy niektórych z nich grające i śpiewające kapele uprzyjemniały pobyt i uatrakcyjniały zwiedzanie. Dla turystów przygotowane było regionalne jadło, myśmy skosztowali kapusty ziemniaczanej i pierogów z kapustą ... oczywiście polecamy.


Przy innych zagrodach były strugane z drzewa zabawki i łyżki, był pieczony chleb "na trzonie", "kręcone" powrósła, toczone fujarki ...


urządzenie służące do kręcenia powróseł



... a w budynku olejarni, która stanęła w skansenie rok wcześniej, był tłoczony olej lniany, który zwiedzający mogli w buteleczkach zakupić. Była też tradycyjna przekąska olejarska, czyli cebula z olejem podawana na chlebie.

Zaraz obok olejarni, była wystawa w Remizie a w niej wiele pięknych pomp, kilofów, hełmów i innych przedmiotów wykorzystywanych przez strażaków. Jako, że pracuję w towarzystwie ubezpieczeń wzajemnych zwróciłam szczególną uwagę na wiele różnych tabliczek, którymi oznaczało się ubezpieczone domy, oraz stare polisy ubezpieczeniowe z wizerunkiem patrona strażaków św. Floriana.


Można też było zobaczyć i pokazać swoim dzieciom jak kiedyś, ale również i jeszcze dzisiaj można wytwarzać gliniane naczynia. Sama kupiłam na pamiątkę barszczownik.


Zainteresowała mnie również możliwość pojechania na trzydniowy turnus z nauką lepienia garnków (!) Wspaniały pomysł, polecam!


Dla zainteresowanych podaję adres strony internetowej, na której można znaleźć potrzebne informacje (www.gok-czarna.pl).