Korzystając z ładnej (czytaj - bez deszczu) pogody wyjechałyśmy z Kasią na wycieczkę. Nie omieszkam oczywiście wspomnieć, że moją czarną Fiestą.
Oglądając pomalowane chaty, komórki, studnie i stodoły popstrykałyśmy trochę zdjęć, choć ich jeszcze nie oglądałam mam nadzieję, że wyszły bardzo ładnie.
zdj. malowanie
Jednak nie obeszło się bez mojej plamy ... a mianowicie - "naraziłam" się księdzu, który akurat odprawiał litanię.
A było to tak, weszłyśmy sobie na początku litanii (w więc w trakcie nabożeństwa!) klękając w przedsionku. Kościół był pięknie przyozdobiony malowidłami zalipiańskich kwiatów, delikatnie ale widocznie. Zresztą sam kościół jest bardzo ładny, nieduży, z czerwonej cegły, otoczony drzewami.
Gdy tak klęczałyśmy dojrzałam, że ornaty księdza również są przyozdobione zalipiańskimi haftami ... no i ... niewiele myśląc, postanowiłam je uwiecznić na zdjęciu. Doszłam bowiem do wniosku, że ta gratka może mi się już szybko nie trafić .
Jednak, po nieudanych próbach ... w końcu zrezygnowałam (było za daleko i za ciemno)
Na koniec mszy, gdy ludzie już wychodzili z kościoła ... okazało się, że byłyśmy w centrum zainteresowania wszystkich wiernych. Każdy pytał czy to myśmy robiły zdjęcia (?), a co niektórzy uprzedzali, że ksiądz już nawet ministrantów przepytywał kto ośmiela się zakłócać modlitwę i szykowało nam się małe "pranie" (w dodatku słuszne). Jednak za życzliwą radą, poszłyśmy na krótki spacer aby nie narażać się więcej, ot ... jednym słowem zejść z oczu. Gdy kościół był już opustoszały wróciłyśmy z powrotem, zrobić trochę zdjęć na spokojnie, nie wadząc nikomu. Udało nam się nawet zrobić kilka zdjęć strojów do mszy, były naprawdę przepięknie wyszyte i wyhaftowane!
... a tym czasem ... zapraszam do Zalipia.
A było to tak, weszłyśmy sobie na początku litanii (w więc w trakcie nabożeństwa!) klękając w przedsionku. Kościół był pięknie przyozdobiony malowidłami zalipiańskich kwiatów, delikatnie ale widocznie. Zresztą sam kościół jest bardzo ładny, nieduży, z czerwonej cegły, otoczony drzewami.
Gdy tak klęczałyśmy dojrzałam, że ornaty księdza również są przyozdobione zalipiańskimi haftami ... no i ... niewiele myśląc, postanowiłam je uwiecznić na zdjęciu. Doszłam bowiem do wniosku, że ta gratka może mi się już szybko nie trafić .
Jednak, po nieudanych próbach ... w końcu zrezygnowałam (było za daleko i za ciemno)
Na koniec mszy, gdy ludzie już wychodzili z kościoła ... okazało się, że byłyśmy w centrum zainteresowania wszystkich wiernych. Każdy pytał czy to myśmy robiły zdjęcia (?), a co niektórzy uprzedzali, że ksiądz już nawet ministrantów przepytywał kto ośmiela się zakłócać modlitwę i szykowało nam się małe "pranie" (w dodatku słuszne). Jednak za życzliwą radą, poszłyśmy na krótki spacer aby nie narażać się więcej, ot ... jednym słowem zejść z oczu. Gdy kościół był już opustoszały wróciłyśmy z powrotem, zrobić trochę zdjęć na spokojnie, nie wadząc nikomu. Udało nam się nawet zrobić kilka zdjęć strojów do mszy, były naprawdę przepięknie wyszyte i wyhaftowane!
... a tym czasem ... zapraszam do Zalipia.
Hafty:





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz